2012-04-21 Psychoterapia Myslovitz - rozmowa z Leszkiem Gnoińskim

W pewnym momencie okazało się, że to między nimi jest konflikt i to bardzo poważny.Nawet miałem chwile załamania, kiedy myślałem, że książki nie dokończę. Zrobiłem jednak rzecz najsensowniejszą - nie wziąłem żadnej ze stron, oddałem im głos. Pokazuję go z punktu widzenia neutralnego obserwatora czy - jak to potem usłyszałem - psychoterapeuty, który wysłuchuje stron i stara się wszystko przedstawić w miarę prawdziwie.

 - Śląsk, od niego zaczynasz książkę „Myslovitz. Życie to surfing”. Poznałeś go osobiście, czy poprzez chłopaków z Myslovitz?

- Śląsk znałem jeszcze z lat 80., kiedy jeździłem na Metalmanię. Dzięki chłopakom dowiedziałem się gdzie są Mysłowice, bo wcześniej zbytnio się nad tym nie zastanawiałem. Wiedziałem, że gdzieś na Śląsku, ale nie miałem pojęcia, w której jego części. Oczywiście tę informację posiadłem w 1995 roku, kiedy wyszła ich pierwsza płyta. W czasie pisania książki poznałem miasto lepiej. Myślę, że wiele osób w Polsce dowiedziało się, gdzie leży to miasto właśnie dzięki zespołowi. To chyba najlepszy PR, jaki miało to miasto:-).
 
- Poznałem Śląsk przy kilku sprawach i kiedy spotkałem Myslovitz na sesji nagraniowej, którą zarejestrowałem dla filmu "Nakręceni", pomyślałem, że ich muza jest daleka od Śląska, jakby był ich ucieczką z niego.
 
- Pamiętaj, że bardzo silnym ośrodkiem muzyki gitarowej w Wlk. Brytanii był Manchester, a to przecież też miasto związane z przemysłem, więc bardzo podobne do polskich miast na Śląsku. Ale masz rację, Mysłowice różnią się na tle Śląska, są wyjątkiem. Śląsk przecież kojarzony był zawsze z bluesem lub heavy metalem, stąd są przecież Dżem, SBB czy Kat, tu organizowane były Rawa Blues i Metalmania. Tymczasem w Mysłowicach rozkwitła gitarowa muzyka rodem z Wlk. Brytanii. Mysłowice miały swoją mikro scenę, a prym wiódł Dżałówa i jego generał Stilwell. Zresztą Dżałówa był tam niemal idolem. Gdyby nie on, Myslovitz pewnie w ogóle by nie powstało.
 
- Kiedy poznałeś chłopaków osobiście?
 
- Dość wcześnie, bo jeszcze w 1995 roku przy okazji premiery ich debiutanckiej płyty. Pracowałem wtedy w "Super Expressie". Istniał tam "Super Rock", największa rockowa rubryka w gazetach ogólnopolskich. Wywiad przeprowadzałem w jednym z pokojów hotelu Felix na Grochowie. Byłem też na ich zamkniętym koncercie w Staromiejskim Domu Kultury na Rynku Starego Miasta. Potem spotykaliśmy się przy różnych okazjach, przy premierach kolejnych płyt, podczas gal Fryderyków czy imprez organizowanych przez MJM Music PL a potem Sony Music. Napisałem też tekst do książeczki ich płyty "The Best Of...". Jak zacząłem pisać książkę, na pewno nie byłem dla nich kimś anonimowym, a osobą którą znali.
- Od kogo wyszedł pomysł napisania książki?
 
- Od Maćka Pilarczyka, menedżera Myslovitz. Znamy się bodajże jeszcze od 1992 roku, gdy jeszcze pracował w Radiu Łódź. Zaproponował mi to jakoś na początku 2002 roku. Odpowiedziałem, że chętnie. Byłem jednak po dwóch książkach - "Kult Kazika" ukazał się w grudniu 2000 roku, a trzecie wydanie "Encyklopedii polskiego rocka" jesienią 2001 roku - i odpowiedziałem, żeby dał mi rok na odpoczynek, a potem zabiorę się za pisanie. Jakoś niedługo później zadzwonił i powiedział, że niemal w tym samym czasie sam zespół też wpadł na pomysł książki i zaproponował jej napisanie swojemu koledze, Jackowi Osadnikowi. A może to on im zaproponował? Tego do końca nie wiem, ale okazało się, że byłem wolny:-). Półtora roku później zrezygnowali z Osadnika, bo niewiele napisał, a z tego co zrobił, nie byli zadowoleni. Propozycja została powtórzona, znów ją przyjąłem i zabrałem się za pracę.
 
- Jak układała się między wami współpraca? Największa awantura była o?
 
- Dobrze się układała. To bardzo fajni ludzie, bez odrobiny gwiazdorstwa. W towarzystwie muzyków i towarzyszącej im ekipy zawsze czułem się jak ich kumpel, część ich teamu. Nawet dorobiłem się ksywy:-)). Między nami awantur nie było, ale w pewnym momencie okazało się, że to między nimi jest konflikt i to bardzo poważny. Dowiedziałem się o nim jakoś w połowie pisania książki. Fakt, od kilku znajomych muzyków dostawałem wcześniej krótkie sygnały o tym, że coś jest nie tak, ale bagatelizowałem je. Nawet gdy pojechałem z nimi na część trasy po Europie Zachodniej, tej u boku The Corrs, to też tego nie zauważyłem. Jakoś izolowali się od siebie, każdy coś sam robił: Artur rano biegał, Przemek z ówczesnym technicznym Wojtasem kończyli w wolnych chwilach miksować płytę Delons, Wojtek czytał książki. Myślałem, że tak ma być - oni znali się już jak "łyse konie", więc uniesienia młodzieńcze mieli już za sobą. Zupełnie jak dojrzałe małżeństwo, każdy jest osobowością, ma swoje przyzwyczajenia i na długiej trasie musi jakoś dać sobie radę. Odkrycie konfliktu było dla mnie szokiem i nie wiedziałem, co z tym zrobić, bo przecież nie można napisać książki i o nim nie wspomnieć. A jak już napisać, to w jaki sposób? Nawet miałem chwile załamania, kiedy myślałem, że książki nie dokończę. Zrobiłem jednak rzecz najsensowniejszą - nie wziąłem żadnej ze stron, oddałem im głos. Pokazuję go z punktu widzenia neutralnego obserwatora czy - jak to potem usłyszałem - psychoterapeuty, który wysłuchuje stron i stara się wszystko przedstawić w miarę prawdziwie. Chyba udała mi się ta sztuka. Ludzie myślą, że zespół rockowy to świetna zabawa. Historia Myslovitz pokazuje także, że są to też wyrzeczenia, konflikty, kompromisy.
 
- Tak, to mocna część książki. Bez oporów zaakceptowali to w książce?
 
- Ku mojemu zdziwieniu obyło się bez żadnych cięć, a wręcz przeciwnie, podczas autoryzacji jeszcze trochę dodali. Wtedy zdałem sobie sprawę, że największy problem w zespole to brak komunikacji, że oni nie potrafili ze sobą rozmawiać o ważnych sprawach. Każdy konflikt, a było ich kilka wcześniej, zamiatali pod dywan, a nie wyjaśniali go sobie. W książce każdy mógł się wypowiedzieć i wyrzucić swoje żale. Okazała się ona po trochu taką psychoterapią:-))). Pamiętaj, że to pięciu różnych facetów, którzy zaczynali ze sobą grać mając po dwadzieścia lat. Potem dorastają, zaczynają mieć inne priorytety, zakładają rodziny. Każdy ma inny charakter, inaczej realizuje swoje ambicje, ma inny rytm życia i tworzenia. Myślę, że to nie tylko problem Myslovitz, to problem większości zespołów muzycznych na świecie. Część się rozpada, inne przechodzą zmiany personalne lub muzycy dorastają i umieją iść na kompromisy i te zespoły trwają. Myslovitz trwa w niezmienionym składzie od 1995 roku. Myślę, że jest to przejaw dojrzałości, choć też i pragmatyzmu.
 
- Więc może powinieneś zatytułować książkę „Psychoterapia Myslovitz?
 
:-)))). Tytuł ma odzwierciedlać całość, a nie tylko część. Moja książka nie jest historią konfliktów, a historią zespołu, w którym konflikty tylko bywały i, szczerze mówiąc, więcej było miłych i ciekawych opowieści niż tych niemiłych. Poza tym opowiadając historię zespołu nie można jej wyrwać z rzeczywistości, w której powstawała. Dlatego książka jest też dokumentem opowiadającym o czasach, o tym jak zmieniała się Polska, jak zmieniał się biznes muzyczny, jak zmieniały się gusta ludzi. Chciałem aby to był najpełniejszy obraz tamtej rzeczywistości. Dla mnie rock jest sztukaą bardzo mocno związaną z życiem, sztuką reagującą na świat, opisującą go przeważnie w sposób krytyczny. Dlatego najcelniejszym tytułem wydał mi się tytuł ich piosenki "Życie to surfing", bo przecież raz się znajdujesz na fali, kiedy indziej pod nią, raz idzie dobrze, innym razem źle. Zupełnie jak w historii Myslovitz.
 

Zobacz także

Cały Henryk

Scena z dzisiejszego dnia.

Sprawa prokuratora Mikołaja Przybyła

Sprawa prokuratora Mikołaja Przybyła

Ta sprawa ma kilka warstw, odkrycie każdej z nich nie jest ciekawe. Dla nikogo.

Cieślak: Nie jestem najlepszy w kryminałach (WIDEO)

Cieślak: Nie jestem najlepszy w kryminałach (WIDEO)

Zwiastun 5 odcinka cyklu Sylwestra Latkowskiego "Granice kariery". Premiera, środa, godz. 21.30, Polsat Play. Bronisław Cieślak w rozmowie z Sylwestrem Latkowskim, odkrywa nie znane fakty ze swego życia. Pracę rozpoczął na etacie sprzątaczki w polskim radiu. Opowiada, jak stał się gwiazdą telewizyjną, a potem filmową, wcielając się w postać porucznika Borewicza w kultowym serialu „07 zgłoś się”. Dlaczego zarejestrował się jako bezrobotny? Co go skłoniło do wyboru kariery polityka? Cieślak na kilka lat zniknął z mediów, by wrócić jako detektyw Malanowski w serialu „Malanowscy i partnerzy”, jak teraz patrzy na siebie będąc znowu na szczycie.

Rzeczpospolita: Jak Włoszczowa walczy z mediami

Rzeczpospolita: Jak Włoszczowa walczy z mediami

Burmistrzem Włoszczowy Bartłomiejem Dorywalskim media interesują się od kilkunastu miesięcy. "Rz" pisała o nim trzykrotnie.  Chodzi o oskarżenia właściciela firmy Strunobet o tłumienie wolności działalności gospodarczej. Firma narzekała, że na różne decyzje władz miasta czekała 1,5 i 2,5 roku. Historię Strunobetu opisał też w przygotowywanym właśnie filmie "Człowiek z lasu" Sylwester Latkowski, dziennikarz śledczy i dokumentalista.

Polecam

NEWSLETTER

WIDEO

Polecam

WIDEO

WIDEO

copyrights: SYLWESTER LATKOWSKI, LATKOWSKI.COM

Zastrzegamy sobie prawo zmiany tytułów, skracania i redagowania nadsyłanych tekstów. Nie ponosimy odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

Istnieje możliwość cytowania fragmentów tekstów wyłącznie z podaniem źródła - latkowski.com.

W przypadku większych cytatów i całych tekstów wymagana jest zgoda.