2011-12-08
To nie jest film o pornografii, a o pustce w seksie
Pierwsza część rozmowy z Anną Jadowską, reżyserką filmu "Z miłości"
Sylwester Latkowski: - Po obejrzeniu filmu „Z miłości” (wszedł właśnie na ekrany), pomyślałem, co było twoim celem, motywem w zrobieniu go, bo na pewno nie jest to protest przeciw przemysłowi porno?
Anna Jadowska: - Sądzę, że nasz, polski stosunek do pornografii, sposób korzystania z niej pokazuje w najpełniejszym stopniu, jakim jesteśmy społeczeństwem. Przede wszystkim chciałam obnażyć swoisty rodzaj podwójnej moralności, w której w sferze prywatnej dopuszczalne jest niemal wszystko, natomiast w sferze publicznej milczy się na temat cielesności i nie porusza tego tematu w ogóle. Ponadto ważna dla mnie podczas pisania scenariusza była swoista niedojrzałość seksualna, która objawia się albo w ekstremalnych zjawiskach, albo w zupełnej niewiedzy. Wynika to przede wszystkim z braku edukacji seksualnej i czerpaniu wiedzy przez nastolatków z internetu, czyli z szeroko dostępnej pornografii, czego rezultatem są związki, w których brak poczucia intymności, a seks sprowadza się do bezpośredniego odgrywania tego, co można znaleźć w sieci. Jednym słowem pustka.
- Twój film otwiera scena bicia seksualnego rekordu świata. Kobieta, jak i mężczyźni, sprowadzeni są do pustego seksualnego aktu. Miała być to metafora tego, co przed chwilą powiedziałaś?
- Oglądane przeze mnie rekordy właśnie tak wyglądały, pewnie dla jakiegoś miłośnika porno, oglądanie takich rzeczy jest ekscytujące, dla mnie był to pusty i nie wytłumaczalny rytuał. Wprawdzie tego rodzaju "rekordy" mają swoją tradycję, na przykład Lukrecja Borgia organizowała tego typu konkursy współzawodnicząc z rzymskimi prostytutkami, jednak, gdy człowiek uświadamia sobie, że coś takiego dzieje się tuż za rogiem i uczestniczą w tym tzw. normalni ludzie, jacyś ojcowie, bracia a na koniec pan w garniturze peroruje do kamery na temat wyników, to budzi to co najmniej zdziwienie i pytanie jakim społeczeństwem jesteśmy? Kiedy się przygotowywałam do filmu, rozmawiałam z wieloma mężczyznami, wielu z nich słyszało o takim przedsięwzięciu, kilku z nich powiedziało mi nawet, że byli na takiej imprezie, ale żaden z nich nie brał udziału, byli tylko jako kierowcy swoich kolegów. To wiele mówi o tym, do czego jesteśmy się w stanie przyznać.
- W filmie zaangażowałaś aktorów porno?
- Tak, kilka ujęć nie zostało nagranych z aktorami, tylko ze statystami.
- Zatrudniając aktorów porno uznałaś ten przemysł. Pogodziłaś się z jego istnieniem. W jakiejś części twój film stał się jego częścią.
- Ten przemysł nie potrzebuje mojego uznania, istnieje niezależnie ode mnie i od mojego filmu, a ja nie chciałabym się stać za sprawą tego filmu specjalistką od pornografii, bo nie o to w moim filmie chodzi. Pornografia jaka jest każdy to wie, natomiast te same elementy można wykorzystać zupełnie inaczej, i w innym kontekście znaczą one zupełnie co innego, tak właśnie jest ze stosunkiem seksualnym w filmie fabularnym, to zupełnie inna rzeczywistość niż realia filmu pornograficznego.
- Mocne sceny w filmie Larsa Von Triera „Idioci” grali aktorzy, to samo było w filmach innych twórców, np. w „Gwałcie” (reż. Virginie Despentes i Coralie Trinh Thi). Skoro sceny są uzasadnione artystycznie, czemu aktorzy sami nie zagrali, tak by nie posługiwać się porno-statystami?
- Pewnie dlatego, że Polska to nie Dania ani też Francja, ale w moim filmie nie było też takiej potrzeby, kino to iluzja i można to wykorzystywać w dowolny sposób. Ja zdecydowałam się na połączenie ujęć aktorskich i ujęć ze statystami, myślę, że dla aktorów i tak było to trudne zadanie, nie polegające jedynie na rozebraniu się, ale przede wszystkim na stworzeniu w sobie wiarygodnego portretu psychologicznego postaci, które grali. To nie jest wielką sztuką zdjąć majtki.
Na zdjęciu Anna Jadowska na planie filmu "Z miłości".
Zobacz także
Karol przynosi koniak i przy nim słucham relacji. Przyjechali dzień wcześniej. Ostatnia Wieczerza zawisła już na rusztowaniach. Niemożliwe, ale dotarła do Brukseli bezpiecznie.
Wkrótce więcej o nowej książce Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego pisanej dla wydawnictwa Czarna Owca.
Zamawiam Jacka Danielsa i spokojnie, z przyjemnością popijam, słuchając, o nie mojej rzeczywistości, ta poznańska okazuje się tak samo mała, jak warszawska, ale na szczęście jest nie moja i będę w niej za krótko by mnie dopadła i unurzała w
Ze spisu powszechnego w Irlandii wynika, że język polski stał się tam drugim najpopularniejszym językiem, po angielskim i przed irlandzkim. (Za Krzysztofem Bosakiem na Twitter)