2012-05-06 Mistewicz o wyższości Twittera nad Facebook
Coraz więcej osób na Facebooku ma swoje konto, i jeśli jest ono aktywne, to najwyżej wrzuca tam treści nie mając najmniejszej ochoty na śledzenie wpisów innych osób.
- Kiedy założyłeś konto na Twitter?
ERYK MISTEWICZ: - Niedługo już będzie trzy lata. Początkowo wyłącznie do kontaktu z kolegami z branży, spoza Polski. Aby obserwować ich realizacje, być w kontakcie szybszym niż mail czy rozsyłane SMSy. Potem też zacząłem używać Twittera do kontaktów z klientami, przyjaciółmi, popularyzowałem i wśród polityków, i w biznesie, wśród ludzi mediów, analityków. W relacjach ze światem Twitter jest dziś najskuteczniejszym sposobem utrzymywania relacji w necie. Pamiętasz, gdy spinki PiSu zrealizowały show "wręczania żółtych kartek rządowi Tuska"? Jakaś sportowa hala konwentyklu PiS, wypchana działaczami, i każdy trzyma żółty kartonik w górze, żółtą kartkę dla Tuska. Ciekawiło mnie, skąd spinki to wzięły. Wtedy już tworzyliśmy na Twitterze sporą grupę konsultantów. Zapytałem o te "żółte kartki", przyszło trochę podpowiedzi. W jednym z wywiadów powiedziałem o tym, że dzięki Twitterowi jestem na bieżąco z kluczowymi graczami w branży i że to przyszłość szybkiej komunikacji. A już wieczorem tego dnia widzę, że założył konto na Twitterze @Bielan. Następnego dnia @KaminskiMichal. No i poszło!
- A Facebook nie spełnia tego? Nie jest dla Ciebie tym samym narzędziem komunikowania się?
- Zupełnie nie. Stawianie Twittera i FB w jednym szeregu jako narzędzi komunikacyjnych jest nieporozumieniem. To, co je łączy to to, że obydwa działają w Internecie, tworzą społeczności. Ale możesz wejść na zestawienie http://www.NameCHK.com i zobaczysz, ile serwisów tego typu czeka na ciebie. Społeczności jest multum, jednak to tylko technologia. Tylko i wyłącznie technologia. Ważniejsze jest wymyślenie jej tak, aby jak najlepiej odpowiadała potrzebom człowieka. Facebook jest w porównaniu z Twitterem skomplikowaną maszynką chcącą zarabiać już od razu teraz pieniądze na danych użytkownika. Coraz więcej osób na Facebooku ma swoje konto, i jeśli jest ono aktywne, to najwyżej wrzuca tam treści nie mając najmniejszej ochoty na śledzenie wpisów innych osób. Tego jest po prostu za dużo. Błogosławieństwem Twittera jest to, co wszyscy na początku odbierali jako "stupidite" tego serwisu, czyli ograniczenie do 140 znaków. Jak - pytali - można wyrazić w 140 znakach to, co ważne, jak można porwać wpisami ludzi, sprawić, żeby rozeszła się informacja lotem błyskawicy. No więc można, można. To właśnie siła narracji, sposobu formatowania informacji, sprawia, że możemy się dzięki Twitterowi przebić się do umysłów masowych omijając media tradycyjne, tworząc własne, indywidualne kanały komunikacji. Ale o tym piszę w wydanym właśnie "Marketingu narracyjnym. Jak budować historie, które sprzedają", więc nie będę się powtarzał.
- Czyli jakie według ciebie są róznice między Facebook a Twitter?
- Nie wyobrażam sobie polityka, prezesa firmy, czynnego sportowca albo dziennikarza przesiadującego na Facebooku. Nie będę go traktował poważnie. Jeśli jest to prezes spółki, w którą zainwestowałem, naprawdę wolałbym aby w tym czasie pracował nad pomnażaniem wyników firmy lub dokształcał się, a nie przesiadywał "na fejsie". Jeśli sportowiec, trenował. Jeśli polityk, nie marnotrawił czasu. A jeśli dziennikarz, to jeśli jest "nadobecny" na FB czy w blogosferze, to dla mnie jest sygnał, że nie jest on przekonany o wartości swojej twórczości, nie ma pomysłu albo odbiorców monetyzujących jego prace. Inaczej, zupełnie inaczej, jest z Twitterem. Wpisy polityka, prezesa, dziennikarza, są "od niechcenia", mimowolne. Ot, bierze Radek Sikorski swojego BlackBerry"ego i pisze co mu w duszy gra. Nie kombinuje, nie szlifuje przekazu, nie użera się z trolami komentującymi. Po prostu tworzy własny sprawny kanał ekspresowych myśli.
Tak, jak nie byłbym w stanie namówić żadnego z polityków, ludzi mediów, przedsiębiorców, do prowadzenia blogu na Salonie 24 czy na Facebooku, tak jestem przekonany, że to czego potrzebują, to właśnie Twitter. Dla nich jest znakomitym sposobem wygrywania swoich spraw, swoich interesów w przestrzeni publicznej.
Zajrzyj do najnowszej książki Eryka Mistewicza "Marketing narracyjny" (Wyd.Helion/OnePress)... >>>>
Zobacz także

Siedem lat czekali na umorzenie śledztwa
Aresztowanie i wieloletnie już procesy pozbawiły przedsiębiorców nie tylko firm i prywatnego majątku. Dostawali też zakaz pełnienia funkcji w spółkach prawa handlowego. Zajmowali się doradztwem gospodarczym. Opowiadają, że do każdej ze spół
Archiwum bloga, rok 2007 (5)
Dzisiaj powinienem złożyć oświadczenie lustracyjne, stwierdząjące zgodnie z prawdą, że nie pracowałem, nie pełniłem służby ani nie byłem świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. Ale komu mam je złożyć? Ni

Warszafka, co najwyżej w knajpach protestuje
Najsłabsza w proteście przeciw Acta jest Warszawa (jakaś garstka protestuje, w porównaniu do innych mniejszych miast w Polsce), ale taka jest Warszafka.
Archiwum bloga, rok 2006 (11)
Prawdziwymi szkodnikami w mediach są aktualni agenci służb, a nie dawni, o których teraz obecnie tak głośno. Ich siła oddziaływania jest już mniejsza niż dawniej. Myślenie, że lustracja oczyści środowisko jest naiwne, jeśli nadal tolerowana



