2011-10-23 W tej sprawie nie chodzi, by złapać króliczka, ale by go gonić.

Chwilami myślę, że komuś zależy, abym trwał w niebycie, jakby moja wiedza o NFI stanowiła dla kogoś zagrożenie. W tej sprawie nie chodzi, by złapać króliczka, ale by go gonić.

Od ponad trzech lat finansista Janusz Lazarowicz ścigany jest listem gończym przez polski wymiar sprawiedliwości. Postawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa Piotra Głowali. Przez półtorej roku prokuratura udawała, że poszukiwany przepadł bez śladu. Realizując film z Piotrem Pytlakowskim „Ścigany” odnaleźliśmy go w RPA. Tam się z nim spotkaliśmy. Okazało się, że samo ujawnienie się Lazarowicza było nie na rękę prokuraturze, bo wymuszało zajęcie stanowiska. W czasie wizyty u b. prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego (czerwiec 2009) zapytaliśmy, co się dzieje ze sprawą? Dlaczego prokuratura nie chce skorzystać z pomocy prawnej i przesłuchać Lazarowicza w RPA? Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na to pytanie, jak i następne: Dlaczego nie występują o ekstradycję Lazarowicza? Czyżby obawiano się przegranej jak w sprawie ekstradycji Edwarda Mazura?  Prokuratorzy mogą się obawiać, że sąd w RPA wyśmiałby najważniejsze dowody, na które składają się zeznania zawodowego oszusta, jak sam o sobie nam powiedział Adama J. (w sprawie na początku był świadkiem incognito, ale odebrano mu ten status), byłego świadka koronnego (stracił status za popełnione przestępstwa) Andrzeja L. ps. Rygus, który popełnił samobójstwo w areszcie, czy innego świadka koronnego Jarosława M. ps. Masa, którego śledczy często wyjmują jak królika z kapelusza by wzmocnić wrażenie mocy oskarżeń (Masa wiedzę o zdarzeniu czerpie z plotek, które krążyły po mieście.).  Zeznania Grzegorza Wieczerzaka trudno uważać za obiektywne, skoro jest w sporze z Januszem Lazarowiczem. W liście do którego dotarliśmy (Wieczerzak przebywał wówczas w areszcie, były dostarczane przez jego ojca, pisane jego ręką i żony.) czytamy: „Janusz wybaczam wam to co się stało i proszę o wybaczenie jeśli jest gdzieś w tym moja i mojej żony wina. Uczciwa wartość funduszy przy rozsądnym gospodarowaniu to jeszcze około 150 mln USD. Byłoby bez pośpiechu po 50 mln na głowę i nic nie trzeba robić tylko się pogodzić i nie oszukiwać się (…) Dlatego nalegam o zawarcie ugody i wprowadzenie ludzi do zarządów i rad wg klucza.” 

- Dlaczego się pan ukrywa? –  Wprost (2010r.) zapytał telefonicznie ściganego Janusza Lazarowicza, przebywającego obecnie w RPA.- To, że nie przebywam na terenie Polski nie oznacza, iż się ukrywam. W Polsce przebywałem tylko czasowo. W czasie przesłuchań (2004 r. ) legitymowałem się paszportem angielskim, jako adres do doręczeń podałem poza adresem w Wlk. Brytanii także polski.  Pomimo tego żadna korespondencja nie wpłynęła. Prokuratura wbrew prawu nie wezwała mnie jako podejrzanego na przesłuchanie, które to przepisami procedury karnej jest przewidziane przed zastosowaniem tymczasowego aresztowania. 

- A jednak pan opuścił Anglię i wylądował w RPA?
- Z prasy się dowiedziałem, że wydano list gończy. Co miałem robić? Nie będę Jurandem ze Spychowa, który pozwoli sobie wykolić oczy, obciąć język. Miałem pójść do polskiego aresztu i siedzieć bez wyroku przez wiele lat? (Potwierdza to długoletni areszt innych osób aresztowanych w tej sprawie, np. Janusza G. ps Graf – od aut.) Dobrze wiedzieli, że mam także obywatelstwo RPA. Chwilami myślę, że komuś zależy, abym trwał w niebycie, jakby moja wiedza o NFI stanowiła dla kogoś zagrożenie. Przyjechałbym do Polski złożyć zeznania, ale nikt nie chce wydać listu żelaznego. W tej sprawie nie chodzi, by złapać króliczka, ale by go gonić.
Jak się okazało, dopiero po mojej i Piotra Pytlakowskiego wizycie u prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, po naszej interwencji, prokuratura wreszcie wystąpiła z wnioskiem o ekstradycję Janusza Lazarowicza. Wniosek leżał w RPA przez jakiś czas, ścigany biznesmen wiedział o nim, ale nie uciekał.  Udzielił wypowiedzi dla tygodnika „Wprost”. 
- Poza wnioskiem o ekstradycję w sprawie o podżegania do zabójstwa Piotra Głowali jest także drugi wniosek związany z działaniem na szkodę spółki Reiffeisen Investment Poland.
- Proszę spojrzeć na daty i na fakty, w czerwcu 2005 roku umarza się śledztwo w sprawie działania na niekorzyść spółki RIP a w połowie stycznia 2006 roku na polecenie prokuratury apelacyjnej sprawę się wznawia. Po czym bez mojej wiedzy, próby kontaktu ze mną, stawia się zarzut działania na szkodę spółki, uzyskuje się nakaz aresztowania i ENA. Jak to jest możliwe? W toku czynności śledztwa dokonano oględzin akt rejestrowych Raiffeisen Investment; przesłuchano członków Rady Nadzorczej w drodze pomocy prawnej w Austrii, zaprzeczyli jakoby RN miała jakiekolwiek roszczenia wobec mnie czy bym działał samowolnie. Prokuratura zrobiła to, by wzmocnić swoje działanie przeciw mnie w sprawie Głowali.
- Czyli spółka Reiffeisen niczego się od pana nie domaga?
- Tak, Reiffeisen nie czuje się poszkodowany, bo przyniosłem jako prezes w historii banku jeden z większych zysków. Na jednych transakcjach się zyskuje, na innych traci. Ręce opadają. Próbowano mnie także wrobić w aferę ministerstwa finansów, lewe finansowanie kampanii wyborczej. Zaczynam się czuć jak bohater Kafki.
- Co dalej pan zamierza?
- Nic. Czekam. Mam nadzieje, że ten koszmar się wreszcie zakończy. Nie boję się ekstradycji. Jestem spokojny o wynik procesu sądowego.
Wkrótce doszło do zatrzymania. Wieści o tym doszły do Polski.
„Jak ustaliła „Rz” ("Janusz Lazarowicz: wpadł... i wyszedł na wolność" Grażyna Zawadka 28-08-2010) Lazarowicz został zatrzymany 9 lipca w RPA. Ujęto go w ramach prowadzonej przez Interpol operacji „Infra-Red”. Jej celem było złapanie 450 najgroźniejszych przestępców, którzy zbiegli ze swoich krajów. Jednak finansista już po kilku dniach opuścił areszt.
Według naszych informacji sąd w RPA zwolnił go za poręczeniem majątkowym. – Z naszej wiedzy wynika, że Janusz Lazarowicz przebywał w areszcie kilka dni. Wyszedł po wpłaceniu kaucji – potwierdza "Rz" Robert Majewski, zastępca prokuratora apelacyjnego w Warszawie. – Nie wiemy dlaczego tak się stało, zwróciliśmy się z oficjalnym zapytaniem do RPA jaki jest powód takiej decyzji.”
I zapadła cisza. Trwa ona do dnia dzisiejszego.
 
C.d.n.

Zobacz także

Archiwum bloga, rok 2005 (6)

Co tak drapie w duszy Krzysztofa Zanussiego, by chcieć wejść w psychikę, naturę dzieci, w związki, które na szczęście dzisiaj są zakazane? Czy pociąga go przyjemność pracy jaką będzie miał reżyser na planie filmowym „Jadwigi”, twórc

Po Budapeszcie najlepiej chodzić w kasku

Wieczór ze znajomym, który wrócił niedawno z Budapesztu (ma tam rodzinę). Śmieje się z tego, że Warszawa ma być drugim Budapesztem.

 Komendancie Działo, nie strzelaj do dziennikarzy, zajmij się właściwym nadzorem swego garnizonu!

Komendancie Działo, nie strzelaj do dziennikarzy, zajmij się właściwym nadzorem swego garnizonu!

Przecieram oczy ze zdumienia czytając komunikat komendy wojewódzkiej policji w Katowicach. Komendant Dariusz Działo chce ścigać redaktora naczelnego „Super Expressu” Sławomira Jastrzębowskiego, za ostry, ironiczny komentarz, w którym odniósł się do pomyłkowego i brutalnego wejścia funkcjonariuszy śląskiej policji do mieszkania w Katowicach. Komendant Działo ujawnia, że składa do Prokuratury Okręgowej w Katowicach zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znieważenia wszystkich śląskich policjantów.

Sprawa Papały: Oświadczenie Edwarda Mazura

Sprawa Papały: Oświadczenie Edwarda Mazura

Edward Mazur, zgodnie ze stosownymi artykułami amerykańskiego kodeksu, oświadcza niniejszym, co następuje:

Polecam

NEWSLETTER

WIDEO

Polecam

WIDEO

WIDEO

copyrights: SYLWESTER LATKOWSKI, LATKOWSKI.COM

Zastrzegamy sobie prawo zmiany tytułów, skracania i redagowania nadsyłanych tekstów. Nie ponosimy odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

Istnieje możliwość cytowania fragmentów tekstów wyłącznie z podaniem źródła - latkowski.com.

W przypadku większych cytatów i całych tekstów wymagana jest zgoda.