Poranek 13 grudnia. Marianna z Mini-Mini przełącza pomyłkowo na TVN24, a tam stan wojenny w wersji uproszczonej, gdzie „frikowaty” Robert Leszczyński, pozytywnie odstaje od reszty, od tabloidalnej próby ujęcia tego draństwa, które miało miejsce 27 lat temu. Leszczyński wyłamał się i przypomniał, że stan wojenny to nie tylko generał a prymitywne wojsko i milicja obywatelska na ulicach. Nie da się patrzeć na to jak traktuje się tamte wydarzenia w sposób pocztówkowy, sprowadzając do wspomnień o radiomagnetofonie Unitra. |
Spod łóżka wyciągam laptopa, ściągam elektroniczne wydanie Świątecznej Gazety Wyborczej. Od dawna przegląd prasy nie ma nic wspólnego z szelestem papieru i zapachem świeżo wydrukowanej gazety. Liczyłem, że przeczytam większe fragmenty odtajnionych raportów płk. Ryszarda Kuklińskiego, a nie opracowanie. W zamian mam festiwal generała Jaruzelskiego, o którym nic nowego się nie mówi. I to nieznośne sprowadzenie 13 grudnia do jego postaci. Tabloizacja stanu wojennego i tu trwa.
I już miałem wykasować plik „Wyborczej”, ale natrafiłem na rozmowę z Michałem Pisukiem o swoim scenariuszu do filmu, który nie powstał, poświęconego „Paktofonice”. Pisuk opowiada o tym, co jest normą w świecie filmowym, gdzie posiadanie dobrego scenariusza, historii, tematu nie oznacza, ze film powstanie. Wręcz przeciwnie. |