2011-10-10
Archiwum bloga, rok 2006 (11)
Prawdziwymi szkodnikami w mediach są aktualni agenci służb, a nie dawni, o których teraz obecnie tak głośno. Ich siła oddziaływania jest już mniejsza niż dawniej. Myślenie, że lustracja oczyści środowisko jest naiwne, jeśli nadal tolerowana
Unik Kurnika
06-11-2006 12:27
- To unik – mówię Romanowi Kurnikowi, na to on nawet nie zaprzecza i odpowiada bezczelnie: - Tak.
Nie zgadza się na rejestrację rozmowy. Kurnik wybiera sobie rozmówców wśród tych, o których wie, że nie usłyszy trudnych pytań. Szuka dziennikarzy, którzy nie weszli głęboko w sparwę Marka Papały. Do jednego z nich potrafił nawet dzwonić, proponować wywiad, ale ten doskonale go przejrzał i odmówił.
Prośba do kolegów dziennikarzy o pomoc
06-11-2006 14:07
Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie dziennikarz Piotr Sieńko. Jechał na policje, by zgłosić próbę jego zastraszenia. Dzisiaj przesłał mi list i kopię anonimu. Czasami warto by ślad pozostał. Tymbardziej, że dotyczy to dziennikarza, który nia ma wsparcia jakiejkolwiek redakcji.
„Drodzy Koledzy Dziennikarze,
W związku z pogróżkami, jakie otrzymałem, zwracam się do Was z prośbą o interwencję w mojej sprawie. Poniższy anonim (skan oryginału w załączniku wiadomości) podrzucono mi wczoraj wieczorem do samochodu przed jedną z restauracji na warszawskiej Saskiej Kępie. O tym fakcie zawiadomiłem policję. Z informacji, jakie zawarte są w poniższym liście wynika, że dla swojego dobra powinienem przerwać zbieranie materiałów na potrzeby przygotowywanych od pewnego czasu publikacji. Oczywiste jest dla mnie, że bohaterowie tematów, którymi od dawna się zajmuję, nie chcą by cokolwiek na temat ich działalności, zostało ujawnione i ukazało się w prasie drukowanej lub innych mediach. Dlatego też grożą mi, próbują zastraszyć i odwieść od dalszego zbierania kompromitujących ich materiałów.
TREŚĆ LISTU Z POGRÓŻKAMI:
Zostaw „wojskowe” tematy albo szukaj dobrego lekarza. Bawisz się niebezpiecznymi zabawkami. Raz już dostałeś za to po dupie (zapomniałeś? Huta Warszawa = wylot z Super Expressu) nic Cię to nie nauczyło? Wtedy załatwiliśmy Ci kuroniówkę i wilczy bilet. Teraz nie będzie już tak delikatnie. Karierę skończysz młodo i przedwcześnie - w najlepszym przypadku w sali 515. Nikt Ci nie pomoże, ani kumple z CBŚ, ani nawet ta mała, z którą byłeś na Kocjana. Czołgi, samoloty, gazociągi i rosyjscy komandosi, to zabawki dla dorosłych. Odpierdol się od tego...
KILKA WYJAŚNIEŃ:
„wojskowe” tematy to sprawy, którymi zajmuje się od ok. 2 lat, związane m.in. z przemysłem zbrojeniowym lub szeroko pojętym bezpieczeństwem państwa, w których występuje ten sam krąg osób wywodzących się ze środowiska dawnych WSI lub świata polityki, państwowych instytucji i biznesu z nim związanych.
Sala 515 - sala pooperacyjna oddziału chirurgicznego jednego ze szpitali, gdzie jeszcze tydzień temu przebywał członek mojej najbliższej rodziny.
„kumple z CBŚ” - przez ok. 5 ostatnich lat zajmowałem się m.in. tematyką kryminalną, w tym sprawami związanymi z pracą funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego.
Kochana - warszawski sąd, w którym byłem w ubiegłym tygodniu. O tym, że odbyła się tam rozprawa, której się przyglądałem wiedziały prócz mnie tylko dwie poszkodowane w sprawie osoby.
„czołgi, samoloty, gazociągi i rosyjscy komandosi” – słowa klucze tematów, jakimi od wielu miesięcy się zajmuję:
1. Kłopoty ze zrealizowaniem bumarowskiego kontraktu na dostawy czołgów
dla armii Malezji.
2. System gazosygnalizatorów wojskowych wykrywających skażenia promieniotwórcze i chemiczne, opracowanych przez Polaków, które nie zostały dopuszczone z niewyjaśnionych przyczyn (nieoficjalnie przez naciski WSI) do masowej produkcji.
3. Kwestie dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski %u2013 zabiegi rosyjskich służb specjalnych względem budowy gazociągu Jamał II oraz gazoportu LNG. Udział Aleksandra Gudzowatego w procesie dostaw gazu do Polski.
4. Kłopoty z wywiązaniem się Polski z kontraktu PZL Mielec (należących do państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu) na dostawy samolotów skytruck do Indonezji.
5. Kwestie nieuregulowania umowy prywatyzacyjnej dawnej Huty Warszawa, grożące Skarbowi Państwa wypłatą włoskiemu koncernowi Lucchini nawet 1,5 mld zł odszkodowania.
6. Wątek restrukturyzacji FSO, związany z wyprowadzeniem spod kontroli państwowej należącego do fabryki Daewoo Towarzystwa Ubezpieczeniowego, dziś PTU.
Kilka z wyżej wymienionych tematów zostało w ostatnim czasie zablokowane z niewyjaśnionych przyczyn w kilku różnych redakcjach, z którymi współpracowałem lub współpracuję. Kilkanaście publikacji, które się ukazały zaowocowało obstrukcją ze strony redakcji, podczas prób ich kontynuacji, mimo, że nigdy przeciwko mnie ani żadnej redakcji, która publikowała te materiały nie wniesiono pozwu sądowego ze strony opisywanych w artykułach osób oraz instytucji. Jak wynika z podrzuconego anonimu, jedna z opisywanych przeze mnie powyżej spraw, mogła być bezpośrednim powodem, dla którego redakcja ponad rok temu, przedwcześnie rozwiązała ze mną umowę o pracę. Oficjalnie odmówiono bowiem
wówczas podania przyczyn, dla których wspomniana umowa zostałam rozwiązana.
W związku z powyższym, będąc od pewnego czasu „wolnym strzelcem”, niezatrudnionym na stałe w żadnej redakcji, która mogłaby stanąć za mną w obliczu prób zastraszenia, nie pozostaje mi nic innego jak tylko poprosić o solidarną dziennikarską pomoc, ze strony środowiska dziennikarzy, w którym od lat funkcjonuję i z którego się wywodzę. Nie jedno z Was może się przecież każdego dnia znaleźć w podobnej sytuacji. Liczę na Waszą pomoc.
Z poważaniem,
Piotrek Sieńko”
Rzecznik Praw Obywatelskich pomylił role
07-11-2006 20:17
Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznaje prowokację dziennikarską, tymczasem nasz rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski uznał, że prowokacja dziennikarska jest sprzeczna z podstawowym sensem pracy dziennikarskiej. Czytam dalej: „utrwalenie pozyskanych informacji w jakiejkolwiek formie, np. za pomocą urządzeń utrwalających dźwięk czy obraz, stanowi niezwykły i nie budzący kontrowersji element warsztatu pracy dziennikarza" Przestrzega także dziennikarzy przed możliwymi konsekwencjami prawnymi upubliczniania nagrań, dokonanych bez zgody osoby nagrywanej (groźba kary grzywny lub ograniczenia wolności).Po takim oświadczeniu pan Kochanowski powinien podać się do dymisji i podjąć pracę prokuratora.
Bez prowokacji dziennikarskiej nie zrobiłbym filmów „Klatka” i „Pedofile”. Rozumiem, że przyłapany przeze mnie pedofil chcący współżyć seksualnie z czternastolatkiem może liczyć teraz na wsparcie pana Kochanowskiego.
Kolejne groźby
08-11-2006 09:06
Dzień zaczyna się od telefonu od Piotra Sieńki. Włamano się do jego samochodu i włożono kolejną kartkę z groźbami. Na miejscu jest teraz ekipa dochodzeniowa policji.
Wczoraj miałem rozmowę z dziennikarzem, który wyraził wątpliwości – „Czy nie jest to kreowanie się Piotra Sieńki?” „Co w zamian uzyska?” – odparłem. Sprawę zgłosił na policję. Niech policja i prokuratura wyjaśnia. A my powinniśmy tego przypilnować. Pamiętam, jak w czasie realizacji filmu „Pedofile” z napaści na moją osobę policja i prokuratura zrobiła kolizję drogową. Dosłownie! Ktoś w centrum miasta, przy wyjeździe z ulicy Wilczej, próbował wtargnąć do mojego samochód, na szczęście miałem zablokowane drzwi, więc poza szarpaniem klamki, skończyło się na urwanym lusterku bocznym. Udało mi się zapisać numer auta, z którego wybiegł napastnik. Natychmiast zadzwoniłem na policję, mówiąc, w jakim kierunku jedzie auto ze sprawcą. Następnie zgłosiłem się na policję. Po kilku miesiącach policjant prowadzący sprawę powiedział mi, że sprawa nie jest prowadzona w związku z napaścią a kolizją drogową. Dosłownie! Doszło do sytuacji, iż sprawca w pewnym momencie otrzymał z policji lub prokuratury mój numer telefonu. Nie był to zresztą jedyny incydent, jaki mnie spotkał w czasie pracy nad filmem „Pedofile”. Jeden z dziennikarzy napisał o tym tekst, ale spadł, bo redaktor uznał, że jest to promocja filmu. Gdyby wówczas media nagłośniły problem, wsparły mnie, wyszłyby ciekawe kulisy, jak te, że istniała zainteresowana grupa policjantów, bym nie chodził z kamerą po środowisku męskich prostytutek, nocnym światku Żurawiej. Jeden z policjantów sam korzystał z usług nieletnich chłopców.
Piotr Sieńko: Poniżej przesyłam treść anonimu jaki dziś w nocy podrzucono mi do samochodu zaparkowanego przed blokiem, w którym mieszkam. Gdy rano wyszedłem by pojechać do pracy okazało się, że auto jest otwarte, jeden z zamków uszkodzony a na kierownicy leży kartka z poniższą zawartością. O ujawnionym anonimie powiadomiłem policję, która zabrała list do laboratoryjnej analizy, przeprowadziła oględziny miejsca włamania i zebrała odciski palców z drzwi samochodu.
TREŚĆ PODRZUCONEGO LISTU:
„Jesteś niereformowalny i dalej próbujesz podskakiwać… mówiliśmy ci odpierdol się od tych tematów, albo sam zrobisz sobie nimi krzywdę. Nie szukaj pomocy u wszystkich świętych bo to i tak na nic. Nie pomogą ci dziennikarze, nie pomoże „pani rzecznik” od ziobry. Niepotrzebnie jechałeś na rozdroże. Minister jest za cienki w uszach na te sprawy. Wykonaj jakieś ruchy a następnego ostrzeżenia już nie będzie.”
Czy Polska jest wasalem USA?
08-11-2006 20:59
Trwa gra pozorów, czyli natychmiastowe wezwanie ambasadora USA na dywanik do naszego ministra spraw zagranicznych po ujawnieniu notatki z rozmowy wiceambasadora amerykańskiego z polskim urzędnikiem MSZ. Oczami wyobraźni widzę, jak ambasador nerwowo przebiera nogami przed drzwiami w oczekiwaniu na audiencję. Państwo także? Nie?
Amerykanie od dawna czują się bezczelnie w Polsce. Urzędnik ambasady amerykańskiej w to osoba mająca wielką władzę. Kiedyś odczułem to na własnej skórze. Oto wybrałem się z ekipą telewizji polskiej przed ambasadę USA, by sfilmować kolejkę oczekującą po wizy. Ekipa telewizyjna była oznakowana. Stanęliśmy pod drugiej stronie, by nie rejestrować zbliżeń, a jedynie zarysy ludzi oczekujących w upokorzeniu na upragnioną wizę. Po chwili pojawił się urzędnik z ambasady amerykańskiej i kazał nam odejść, na co zareagowałem, a jakim to prawem? Stoimy na polskiej ulicy, kilkadziesiąt metrów przed ambasadą. Czy ta ulica jest także terenem ambasady? Zażądał ode mnie dowodu osobistego. Zaprotestowałem. Legitymować ma mnie prawo tylko policja, jeśli popełniam jakieś wykroczenie. Reakcja? Urzędnik wezwał ruchem ręki, przyglądających się nam z boku policjantom, którzy do tej pory nic nie widzieli nagannego w naszym zachowaniu. Funkcjonariusze podeszli i ku mojemu zdziwieniu posłusznie wykonali polecenie. Zapytałem, a jakim to prawem słuchają się amerykańskiego urzędnika? Wzruszyli bezradnie ramionami. Wraz z całą ekipą przekazaliśmy dokumenty. Ekipie nadal kazałem filmować. Atmosfera gęstniała. Policjanci konsultowali się już na szczęście ze swoim szefem, jak mi później wyjawili, a nie z urzędnikiem amerykańskiej ambasady. Podobno urzędnik chciał, by nas zatrzymać i zawieźć na komendę stołeczną, ale szef skojarzył moje nazwisko i nie chciał mieć afery. Po sfilmowaniu kolejki odjechaliśmy. Niesmak jednak pozostał.
Kiedy wyemitowano nagranie z tego zdarzenia w programie „Nakręcona noc” nikt z władz telewizji nie pomyślał o tym, by napisać list protestacyjny do ambasadora i komendanta stołecznego policji. Zastanawiano się tylko, jakie będą konsekwencje tego antyamerykańskiego materiału.
Tradycyjnie bezczelny, pisze o amerykańskim urzędniku, który chciał dymisjonować naszego wicepremiera, minister Radek Sikorski. Smutne. Minister polskiego rządu uznał, że to normalne, iż amerykanie nas pouczają. Dlaczego od razu w czasie spotkania minister Jesień nie wstał i nie wyrzucił wiceambasadora za drzwi, a pokornie słuchał i notował?
Dokument zepchnięty na margines
09-11-2006 12:41
Wczoraj wieczór spędziłem z Jerzym Kapuścińskim, szefem tworzonego kanału TVP Film. Przeprosinowa z mojej strony whisky dla niego, za słowa, które niesłusznie wypowiedziałem o nim, także na blogu. Rozmawialiśmy o sytuacji polskiego dokumentu. Ten gatunek zanika w Polsce, spychany jest na margines, odwrotnie niż to dzieje się na świecie.
Co się dzieje z dokumentem w telewizji publicznej? Gdzie jest pasmo do jego emisji? Do kogo i z kim ma się tam udać obecnie twórca? Czy jest tam akceptacja dla trudnych, czasami kontrowersyjnych, w tym śledczych i społecznych, dokumentów?
Dlaczego tylu dziennikarzy zgodziło się zeznawać w sprawie więzień CIA?
10-11-2006 12:10
Jakiś czas temu zwrócono się do mnie z zapytaniem, czy nie zechciałbym stanąć i być przesłuchanym przed europarlamentarną komisję śledczą do zbadania sprawy rzekomego wykorzystania krajów europejskich przez CIA do transportu operacji nielegalnego przetrzymywania więźniów w Europie. Wahałem się przez kilka dni. Wreszcie odmówiłem. Dlaczego? Zbierałem dokumentację w tej sprawie, rozważając jeden z odcinków programu „Konfrontacja” o domniemanych tajnych więzieniach CIA w Polsce. Jakąś tam wiedzę posiadłem. Oczekiwano ode mnie także bym opisał przed komisją reakcję władz, polityków, gdy pytałem w tej sprawie, na dziennikarskie śledztwo. Mój rozmówca był miły, na pewno jego celem nie była żadna polityczna rozgrywka, jednak już skład komisji nie pozwalał mi tak powiedzieć. Poznałem wcześniej listę osób, które się zgodziły, by następnie się wycofać. Wreszcie ostateczną listę osób. Zaskoczyła mnie tak duża ilość dziennikarzy, proporcjonalnie do polityków, która się zdecydowała zeznawać przed komisją. Czy aby tutaj nie pomyliły się dziennikarzom role? Czy nie powinni uwzględnić wszystkich aspektów działania tej komisji? Mojemu rozmówcy z Brukseli odparłem, że raczej moją rolą powinno być zrealizowanie reportażu, dokumentu, programu, czy napisanie artykułu w tej sprawie, a nie zeznawanie przed komisją. Dlatego nie do końca rozumiem sensu zeznawania dziennikarzy w tej sytuacji. Wpierw niech się wypowiedzą wpełni w mediach, przedstawiając rzetelne śledztwo dziennikarskie, a nie biegną przed tymczasową komisję parlamentu europejskiego.
Poproszono, żebym przynajmniej pojawił się na uroczystej kolacji w restauracji Studio Buffo. Na nią się zgodziłem. Jednak zrezygnowałem, gdy posłuchałem rozmowy dwóch członków komisji w TVN24. Powtórka z naszej komisji bankowej, pomyślałem i zdjąłem garnitur.
Dopuściliśmy do akceptacji takich szumowin
11-11-2006 10:38
O ilu polskich miasteczkach można powiedzieć to samo? Komentarz jednego z byłych mieszkańców ponad trzytysięcznego Drobina po informacji o znalezieniu ciała zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Czy ta śmierć zmieni społeczność Drobina?
„Tragedia jest wielka, młody chłopak, życie było przed nim(znałem osobiście jak i całą rodzinę), ale problem jest jeszcze inny. DROBIN - to jest problem. Cała masa bandziorów i chuliganów. Drobin słynie z dwóch rzeczy. Pierwsza to bandytyzm i bezprawie. Każde nowe pokolenie dorasta w tym syfie. Wiecznie widać grupki młodocianych często pijanych chłopców oczywiście czerpiących przykłady od starszych. Chodzą grupkami "bujają się". Ja dorastałem w czasach Ciuraków, Modelów, Pazików, Kojaków, Wilamów, Cajmerów itp. Ile razy oni rządzili na Drobinie. Na przykładzie takiego Cajmera można przeanalizować to co przez lata dzieje się w Drobinie. W ciągu kilku lat ze zwykłego smarkacza stał się jednym z groźniejszych bandytów, tylko dlatego że nikt nie reagował na to co wyprawił a potem to go się już wszyscy bali. Podejrzewam że wielu z tych byłych i nawet dorastających już nowych bandytów ma kolegów w śród was piszących te komentarze. Przecież taki Bokser to był cienki jak polsilver, a teraz okazuje się, że dopuścił się największej zbrodni. Pedro - zanosił się na nawet reprezentanta Polski w piłce nożnej (to ta druga rzecz z czego słynie Drobin - kuźnia talentów piłkarskich np. Kajcio śp.) a teraz zajmuje się porwaniami i morduje. W pale się nie mieści do czego dopuściliście, a może i ja mieszkając przez parę lat w Drobinie. Dopuściliśmy do akceptacji takich szumowin.
Ilu z was piszących na tym forum widziało co się dzieje na Drobinie kradzieże, rozboje, napady, podpalenia, w biały dzień butowanie ludzi na parku i przystanku i nic nie robiliśmy. Bo to przecież nie nas butowali. Ja przynajmniej mam satysfakcję że dostałem 3 razy po gębie bo się postawiłem. A wy teraz marsze chcecie organizować i gó.. zorganizujecie bo tacy już są mieszkańcy Drobina. Jak będą okradać sąsiada to pozamykacie okna i będziecie cicho siedzieć żeby wam nikt szyb nie powybijał zamiast dzwonić na policję. A jak będą bić na mieście waszego kolegę to pierwsi spie..cie, a potem dopiero będziecie się odgrażać co to wy nie zrobicie. Ilu z was przechodząc codziennie do guzuna do sklepu przechodziło obok tych bandytów i mówiło im cześć. Ludzie zacznijcie od siebie, zróbcie marsz ale odwagi, że macie dosyć bandytów w Drobinie. Ciuraków ktoś pognał w świat to może i resztę te da się wypier.... w kosmos. Pokażcie jacy jesteście odważni. Czy jesteście to w stanie zrobić? Nie wdawajcie się w polemikę między sobą , nie użalajcie się, weźcie się razem i zróbcie coś co pozwoli wam z podniesioną głową spojrzeć w lustro. A jak dalej wam odwagi brakuje to zróbcie to ze względu na Krzyśka.
Wyrazy najszczerszego współczucia dla całej Rodziny Olewników.”
http://www.drobin.mazowsze.pl/portal/content/view/34/1/#akoinputforum
Kłótnia o kiełbasę
12-11-2006 00:20
Polacy to kłótliwy i zawistny naród. Polacy za granicą zawsze są w ogonie, jako mniejszość narodowa nie potrafią wybrać jednej reprezentacji narodowej. Polonia zawsze jest skłócona, co więcej często Polacy wstydzą się swojej narodowości. Ten kto mieszka lub mieszkał poza granicami naszego kraju, wie o czym mówię.
Dobrym tego przykładem jest dwóch braci w USA, którzy pokłócili się o kiełbasę. Jak podaje portal internetowy polonii w USA "Expatpol" spór ten rozstrzygnął ostatnio sąd federalny. Chicagowski dziennik nie omieszkał wyśmiać tego sporu.
„Poszło o to, który z synów Franka Bobaka -seniora rodu chicagowskich masarzy Bobaków, rodem z Podhala - ma prawo do wytwarzania znanych kiełbas i sprzedawania ich pod znakiem firmowym Bobak Sausage.
W lutym bieżącego roku Bobakowie przeprowadzili reorganizację w borykającej się z kłopotami firmie Bobak Sausage Co. Jej początek dał w 1967 roku Frank Bobak, który zaczynał od robienia kiełbas w domowej wannie. Firma rosła i z czasem otwarła swą wytwórnię oraz główny sklep w dzielnicy McKinley Park, gdzie osiedliło się wielu Polaków, w większości z południa Polski. Po reorganizacji rodzinnego biznesu Stan miał zostać prezesem firmy i zająć się produkcją , a John odpowiadać za sprzedaż wyrobów w trzech sklepach Bobak Sausage na przedmieściach Chicago. Konflikt rozpoczął się wtedy, gdy-jak twierdzi Stan- usłyszał, że John zakupił dużej wydajności sprzęt do produkcji kiełbas. Wkrótce potem zauważył spadek zamówień na wyroby firmy z dwóch sklepów na zachodnich przedmieściach Chicago. Dla Stana stało się jasne, że John przystąpił do produkcji własnych kiełbas i sprzedaży ich jako produktów pochodzących z wytwórni Bobak Sausage Company, ulokowanej na południu Chicago i należącej do Stana. Ten niewiele myśląc podał brata Johna do sądu federalnego oskarżając go o naruszenie prawa do znaku firmowego Bobak Sausage Co(…)
Umowa sądowa kończy spór, ale nie kładzie kresu animozjom jakie podzieliły rodzinę Bobaków. Stan Bobak stwierdził, że jego brat John jest osobą niepożądaną w wytwórni Bobaków na południu Chicago. Stan przyznaje też, że czułby się źle odwiedzając sklepy brata- Johna.”
Pod artykułem jeden z komentatorów napisał: A to nie jest do końca tak, jak ten dziennikarz napisał. Wbrew pozorom, to nie synowie się pokłócili a ich żony... Jednak na jedno wychodzi.
Gamonie i Krasnoludki górą
12-11-2006 23:35
Wybory samorządowe. W Warszawie wyborcy woleli głosować na kandydata Gamoni i Krasnoludków niż Wojciecha Wierzejskiego z LPR.
To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne.
14-11-2006 22:51
Jestem teraz po zdjęciach. W dokumencie zapisuje się kilkadziesiąt godzin taśm, ale są takie rozmowy jak ta dzisiejsza, trwająca cztery godziny, o których się wie już w trakcie rejestracji, że na pewno trafi do filmu. Inne spojrzenie na śledztwo w sprawie zabójstwa Papały, które przygwoździ widza. To, co wydaje się tak oczywiste już nie jest takie pewne.
Układ lekowy trwa
15-11-2006 00:08
Kilkakrotnie w programach Konfrontacja poruszałem problem istnienia układu lekowego w Polsce. Jak widać, nic się nie zmienia po mimo zmiany władz. Ostatnio w związku z aferą w Jelfie, która próbowała zamieść sprawę corhydronu pod dywan wypowiedział się minister Bolesława Piecha, który wspomniał o naciskach wywieranych przez firmy farmaceutyczne na Ministerstwo Zdrowia i ludzi tam pracujących. Te słowa przeszły bez echa. Nie zainteresował się tym minister sprawiedliwości, prokurator krajowy.
Dotarł do mnie list byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego do Igora Rycika autora artykułu „Człowiek ze sterylizatora” w „Newsweek”, który jeśli zawiera prawdę powinien wywołać burzę, a przynajmniej zajęcie stanowiska w nadchodzącym numerze Newsweeka. A przede wszystkim reakcję prokuratury. Łapiński pisze: „Pragnę poinformować, że w ABW są materiały wskazujące na to, że przeciwko firmie CC-med działania medialne podejmowała firma Promed.” Krótko mówiąc kolejny przykład wojny koncernów farmaceutycznych, do której używa się mediów, dziennikarzy. Przypomnę, że koncerny farmaceutyczne mają jeden z największych budżetów pr-owskich i robią z tego użytek. Przy tym jak mówi minister Piecha mają potężną siłę, bo potrafią zastraszać funkcjonariuszy państwa.
Jak wylatuje się na bruk?
15-11-2006 22:32
Właśnie miałem dziś okazje zapoznać się technika wywalania w mojej firmie. Poleciał dyrektor pionu - dosyć ważna figura - kilkunastu podwładnych, wysoka pensja, samochód, bonusy etc. O 11 miałem u niego spotkanie – omawialiśmy projekty na najbliższe tygodnie, miał szerokie plany. O 15 praktykantka z HR przyniosła mu kopertę, w środku tekst: w związku z reorganizacja zostaje
zwolniony z obowiązku świadczenia pracy. Dostał 1/2 h na spakowanie, hasła do systemów wyłączono natychmiast, telefony tez, z dołu przylazł ochroniarz, niby pomagać w noszeniu kartonów, wszelkie służbowe dobra musiał zdać od razu. Jak na 8 lat pracy w firmie całkiem uprzejme potraktowanie, w końcu mogli go skopać
po schodach nie? (Zainteresowany1)
Kasia9634: dostałam wypowiedzenie pocztą i ani słowa po przyjściu do pracy.
Ania: Mój kolega dostał w niedzielę wypowiedzenie SMs"em.
Anmar123: Też miałem "miłe" rozwiązanie stosunku pracy. W Sylwestra miałem "dyżur" czyli miałem byś do końca racy jako jeden z działu. W dziale kadr też siedziała koleżanka. Chciała mi wręczyć wypowiedzenie. Odmówiłem przyjęcia, Była wściekła, bo musiała jeszcze z tym iść na pocztę - polecony. 2 stycznia portierka na powitanie powiedziała: Panie M. nie mogę pana wpuścić na teren zakładu.
Krzysztof: kiedyś pracowałem w firmie, która 2-m pracownicom przysłała wypowiedzenia poczta kurierska - dostały i pokwitowały odbiór przesyłki w sobotę, czyli rozpoczął im się 2-tygodniowy okres wypowiedzenia.
Reo: A mnie wywalił z firmy nowy szef polskiego oddziału. Najpierw przez godzinę słuchał mojej prezentacji, zadawał rzeczowe pytania itp. a na koniec mówi – oto wypowiedzenie. Byłem mocno zaskoczony.
Ale ponieważ nie miałem już nic do stracenia przynajmniej mu powiedziałem co o
nim myślę - ty ch..u!
REP: Miałam podobnie...wezwano mnie meilem, cały zespół miał omawiać strategie marketingową dla swoich regionów na następny rok, miał być dyrektor firmy i się przysłuchiwać...ważne miało być ...przygotowywałam się długie godziny. Po przyjeździe okazało się, ze nikt nic nie wie o żadnym spotkaniu. W firmie stawić
miałam się po wypowiedzenie, jak się okazało po godzinie...nie potrafiłam się pozbierać przez lata...depresja po utracie pracy, która była dla mnie wszystkim, utrata wiary w ludzi, potem rozpad rodziny ...
Zofia: Mnie powiadomiono przez telefon. Na dzień przed wygaśnięciem umowy. I tak miałam szczęście, bo w tej firmie zdarzały się przypadki, że ludzie przychodzili do pracy, przebierali się w robocze ubrania, a dopiero potem się dowiadywali, że mogą sobie iść do domu. Wierzę w to, że te sk....., które tak
traktują ludzi, też poznają smak takiego "pożegnania".
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=51931063&v=2&s=0
Zanim Wiśniewski wyląduje w więzieniu
17-11-2006 14:10
Michał Wiśniewski, bohater mojego filmu „Gwiazdor”, staje się dzisiaj trzecim medialnym bohaterem dnia po Zygmuncie Solorzu oskarżonym o współpracę z SB i Zbiegniewie Relidze, który „pieprzy to wszystko”. Co jest przyczyną? Prokuratura w Pabianicach postawiła Wiśniewskiemu zarzut i wypuściła go za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tys. złotych.
Zanim media zdepczą Wiśniewskiego, warto by wcześniej dowiedziały się kim jest jego były wspólnik Alfred Reimann, który złożył doniesienie do prokuratury, a który to od kilku lat walczy z Wiśniewskim, różnymi metodami.
Alfred Reimann, dawny bramkarz, potem doradca finansowy, nie tylko Wiśniewskiemu dał się we znaki, oto, co Matthias Reim, gwiazda niemieckiej piosenki, powiedział dla tygodnika Bunte w marcu 2001: „Oto historia Matze i Alfreda, o dwójce przyjaciół. Historia dobrych i złych czasów – marnego końca Matze, 43 letniego gwiazdora niemieckiej sceny muzycznej. Obecnego bankruta. Zwycięzca list przebojów ma ponad 20 milionów długów. Zawdzięcza to Alfredowi Reimannowi, który doprowadził go swoimi finansowymi machlojkami do ruiny. (…) Alfred musi zniknąć z mojego życia. Nie chcę go już nigdy widzieć. Powinien się wstydzić, że coś takiego zrobił przyjacielowi”.
Wybory dla umysłowo chorych
18-11-2006 13:21
Panie redaktorze (…) Pragnę podać Panu temat dotyczący kształtowania się władzy w terenie na bazie wyborów.Przegrałem te wybory 14 głosami i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż te wybory przegrałem w Domu Pomocy Społecznej o statusie dla umysłowo chorych w O. pow. P. (71 do 30 w domu tym jest zatrudniona żona mojego kontrkandydata, zostały przygotowane specjalne instrukcje pisemne dla pensjonarjuszy jak głosować) Są jeszcze inne przyczyny np. kiełbasa wyborcza zakrapiana wódką, ale to już odrębny temat.Pozdrawiam! Mirosław B.
Który agent-dziennikarz jest bardziej szkodliwy?
18-11-2006 21:42
Ostatnio spotkania z dziennikarzami, zaczynają się lub kończą pytaniami: kto jest na tej lub innej liście? kto wkrótce zostanie uznany za agenta? Jeden z członków komisji specjalnej powiedział w rozmowie ze mną, że celowo najdłużej jak mógł odkładał zapoznanie się z raportem WSI, by po pierwsze móc spokojnie odpowiadać dziennikarzom: nie czytałem, nie wiem. Bo to ich najbardziej interesuje w raporcie. Pozostałe kwestie są dla nich drugorzędne. Po drugie, by nie być podejrzanym o ujawnienie tajemnicy państwowej. Uważa bowiem, że przekazanie raportu do komisji miało zwiększyć krąg podejrzanych o przeciek do mediów.
Jednym z moich rozmówców był dziennikarz śledczy, który obecnie ilekroć zajmuje się jakąś sprawą opisuje ją z perspektywy ABW. A konkretnie jednej z frakcji, bo ta instytucja nie jest jednolita. Dla niego śledztwo dziennikarskie sprowadza się do publikacji kontrolowanego przecieku tejże instytucji lub do napisania artykułu zgodnego z jej stanowiskiem. Oczywiście, on, który wiesza psy na współpracownikach dawnych służb nie ma sobie nic do zarzucenia.
Warto się zastanowić, czy dla dzisiejszych mediów bardziej szkodliwym nie jest aktualny współpracownik służb niż były agent służb III RP. Jeśli środowisko chce się oczyszczać z ludzi dawnych służb, powinno także zająć się dzisiejszymi agentami, tajnymi współpracownikami służb specjalnych. To, że są to służby IV RP niczego nie usprawiedliwia i nie wyjaśnia, zwłaszcza, że w służbach nadal są ludzie z minionych lat. IV RP nie oznacza nagłego cudownego przemienienia złych służb w dobre.
Prawdziwymi szkodnikami w mediach są aktualni agenci służb, a nie dawni, o których teraz obecnie tak głośno. Ich siła oddziaływania jest już mniejsza niż dawniej. Myślenie, że lustracja oczyści środowisko jest naiwne, jeśli nadal tolerowana będzie agenturalna współpraca dziennikarzy z aktualnymi służbami. Niech pamiętają to ci, którzy tak ostro karcą za współpracę ze służbami PRL-u, zapominając o współczesnej agenturze w mediach.
Zobacz także
Przez całe swoje zawodowe życie służyłem polskim pacjentom, powiedziała marszałek Sejmu Ewa Kopacz. "Tę służbę zdrowia" wszędzie zostawiała w opłakanym stanie. ZOZ w Szydłowcu jest tego doskonałym przykładem. W jednym zawsze była dobra - w dbaniu o swój dobry wizerunek.
"Mam problem ze sprawa, która się toczy w polskim sadownictwie od roku 1992"
Zapis programu "Minęła dwudziesta". Gośćmi Danuty Holeckiej byli Katarzyna Szymielewicz, gen. Marek Dukaczewski i Sylwester Latkowski
Konfrontacja czy rozmowa?