2011-10-10
Archiwum bloga, rok 2006 (4)
„Widzę, że politykujesz. Pchnij fortepian pod Belweder i zagraj… No, właśnie co?” Po chwili odpowiedź: „ Jakieś ludowe piosenki może?”-odparł. „A rewolucja?”-pytam. „A takie tam, gadaliśmy o tym, że ZAIKS nie ma konkurencji i dl
Kto skontroluje NIK?
26-04-2006 12:16
W Polsce są instytucje, ich szefowie, którzy uważają, że nie podlegają krytyce, szermują wtedy takimi słowami, jak deprecjonowanie autorytetu, działanie na szkodę demokracji. Itp. Okazuje się, że szefostwo Najwyższej Izby Kontroli także wyznaje taki pogląd. Nie podlega krytyce, kontroli społecznej.
Kilka miesięcy temu poświęciłem jeden z programów Konfrontacja, m.in. Najwyższej Izbie Kontroli - Kto skontroluje NIK? Gośćmi w studio byli m.in. Julia Pitera, Przemysław Gosiewski, Wojciech Wierzejski. Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że za zapowiedź tego programu została ukarana negatywną oceną kwalifikacyjną główna specjalistka kontroli państwowej NIK Danuta Bodzek. To kolejne reperkusje wywoływane samą zapowiedzią programu. Za zapowiedź programu „Układ medialny”, podała mnie do sądu firma King&King. Teraz szefostwo NIK-u kara swego urzędnika, ale co ciekawe za to, że przez kilkadziesiąt sekund inspektor Danuta Bodzek stała w milczeniu obok mnie. W programie już nie wzięła przecież udziału.
W uzasadnieniu negatywnej oceny czytam, że Danuta Boczek przekazała „wiele nieprawdziwych informacji przedstawicielom środków społecznego przekazu”. Dowodem na to jest notatka służbowa rzecznika prasowego NIK Małgorzaty Pomianowskiej. To nieprawdopodobne, ale z naszych rozmów, towarzyszyli mi współautorzy programu: Mariusz Gierszewski (Radio Zet), Wojciech Sumliński (Wprost), sporządzono notatkę, która była dowolną interpretacją naszych pytań, rzucanych luźno tez. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo na prośbę pani rzecznik przyjęliśmy, że nasza półoficjalna rozmowa nie będzie przez nas wykorzystana w programie. Ale jak widać Małgorzata Pomianowska specyficznie pojmuje swoje kontakty z dziennikarzami.
A więc w NIK możesz być ukarany za to, że stoisz w milczeniu przy zapowiedzi programu oraz za notatkę służbową, będącą luźną, nie zweryfikowaną relacją rzecznika prasowego z naszych rozmów. Relacją, której prawdziwość nikt nie sprawdził. Nie wiadomo, czy pani rzecznik oddała w niej prawdziwy obraz naszej rozmowy. A może ta notatka stała się kolejnym elementem walki z niepokornym urzędnikiem? Na marginesie, w tej sytuacji warto od razu w kontaktach z panią rzecznik mieć przy sobie urządzenia rejestrujące i nagrywać, by pozostał autentyczny ślad z rozmów, a nie jej dowolna interpretacja, obarczona jeszcze takimi wadami jak właściwości pamięci pani rzecznik, które nie są powszechnie znane.
Rzecznik NIK, jak i rozmawiający z nami inni urzędnicy NIK doskonale wiedzieli, że opieramy się o dokumenty i to je weryfikowaliśmy. I to dokumenty, które nie dotyczyły sprawy wyłącznie Danuty Bodzek.
O co w tej sprawie właściwie chodzi? W pierwszym programie „Układu lekowego” natrafiliśmy na kontrolę szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Na kontrolę, która zapoczątkowła całą serię zdarzeń, które pokazują, co tak naprawdę daje dziś siłę osobom łamiącym prawo. Wbrew pozorom nie jest to kij bejsbolowy, ani karabin maszynowy, ale bezsilność przedstawicieli rozmaitych agend rządowych i instytucji w walce z wszechobecnym układem i korupcją – jak wspomniał Wojtek Sumliński, w programie Konfrontacja.
Cała historia zaczęła się wiosną 2002 roku, gdy kontroler NIK, Danuta Bodzek, natrafiła na nieprawidłowości w fundacji działającej na bazie szpitala przy ulicy Niekłanskiej. Pojawiają się tam takie nazwiska jak były minister zdrowia Marek Balicki, obecny prezes holdingu farmacetycznego Andrzej Kleszczewski, Bogdan Skwarka, były szef Kancelarii Senatu, a dziś dyrektor departamentu prawnego Najwyższej Izby Kontroli, Jacek Ciszecki. Dziwne powiązania, których nikt do tej pory nie mógł przeciąć.
Sprawa ciągnie się w prokuraturze od marca 2005 roku kiedy wszczęto śledztwo. Chodzi o dwa wątki, w tym jeden dotyczący - niedopełnienia obowiązków przez kontrolerów NIK, które miało polegać na tym, że nie została zawiadomiona ani prokuratura ani policja, o tym że zaistniało przestępstwo obietnicy udzielenia korzyści majątkowej głównemu specjaliście NIK.
Mariusz Gierszewski ustalił, że postępowanie istnieje, są przesłuchiwani pracownicy NIK którzy przeprowadzali kontrole, ale także ci pracownicy którzy mogą cos wiedzieć na temat notaki służbowej złożonej przez Panią Bodzek.
W programie miałem czelność zapytać: Jak to jest, że nawet NIK lekceważy doniesienia o korupcji? Czy potem należy się dziwić, że przodujemy w rankingu krajów skorumpowanych?
W sprawie kontroli „układu lekowego” widzimy przez cały czas dość dziwną postawę niektórych funkcjonariuszy NIK. NIK wniósł o wszczęcie postępowanie przygotowawczego przeciwko Andrzejowi Kleszczewskiemu o złamanie tzw. ustawy antykorupcyjnej dopiero 22 maja 2003, po interwencjach poselskich i nagłośnieniu tego przez media? Kto wstrzymywał w NIK te wnioski? Jak się to ma do wniosku prokuratora o warunkowym umorzeniu postępowania karnego, w którym uzasadnieniu czytamy, że „okoliczności popełnienie przez Andrzeja Kleszczewskiego zarzucanego mu czynu nie budzą wątpliwości”. NIK te wątpliwości posiadał. Tłumacząc je niepoważnym - ironicznym brzmieniem notatki sporządzonej przez swojego pracownika, który informował o próbie korupcji.
Wojciech Sumliński zadał w programie kolejne pytania:
W tej sprawie pojawiają się jednak pytania bez odpowiedzi. Jak to możliwe, że dyrektor NIK, pan Józef Kalisz, nie nada jej urzędowego biegu, schowa ją do akt i tym samym nie pozwolił, by oceną jej wiarygodności zajęła się prokuratura? Jak to możliwe, że O istnieniu takiej notatki departament prawny NIK dowiedział się dopiero od dziennikarzy? Jak to możliwe, że wiedział O tym wiceprezes NIK, Piotr Kownacki i nic z tym nie zrobił? Czy to tylko przypadek, że wieloletni współpracownik Piotra Kownackiego, Józef Mikosa były dyrektor generalny NIK, jest zarazem wieloletnim współpracownikiem Andrzeja Kleszczewskiego i pracuje dziś na stanowisku dyrektora generalnego w Holdingu Farmaceutycznym?
Po programie oprócz ukarania Danuty Bodzek, Najwyższa Izba Kontroli w swoim biuletynie zamieściła komunikat rzecznika prasowego Małgorzaty Pomianowskiej, w którym oskarżono nas – moją osobę, Mariusza Gierszewskiego (Radio Zet), Wojciecha Sumlińskiego (Wprost) o manipulację, naruszenie zasad etyki dziennikarskiej. Nie ważne, że zamieściliśmy wypowiedź pani rzecznik NIK, co więcej była przez cały czas na żywo w łączeniu telefonicznym, z czego korzystała i odnosiła się do dyskusji w studio. Z zaproszenia do studia przecież nikt z NIK nie przyjął.
Ponieważ pani rzecznik źle wypadła w programie, uznała, że może napluć na nas pod szyldem Najwyższej Izby Kontroli. Wiedziała, że szefostwo NIK ma za sobą. Szefostwo uznało, że trzeba także jeszcze bardziej przykręcić śrubę głównemu specjaliście kontroli państwowej Danucie Bodzek i wystawiono jej negatywną ocenę za pracę w 2005 roku, za co grozi jej wydalenie z Najwyższej Izby Kontroli.
Kto skontroluje Najwyższą Izbę Kontroli? Warto po raz kolejny o to zapytać.
Sprawa Łapińskiego
30-04-2006
Przygotowuję program „Konfrontacja” poświęcony sprawie Mariusza Łapińskiego, byłego ministra zdrowia. Ilekroć o tym słyszą moi rozmówcy kręcą z niedowierzaniem głową. Łapiński to dla nich czarna postać. Wszystko już wiadomo. Facet jest skończony. Media nakreśliły taki jego wizerunek, że nikt nie chce nawet wysłuchać jego argumentów. Przyznam, że sam sobie pomógł tym, kiedy to zaczął głośno wyrażać nieprzychylne opinie o mediach. A nie był to dobry czas b y mówić o układzie medialnym, czarnym PR. Nad tym wszystkim unosi się także szeptana opinia, że należy do mitycznej grupy hakowej.
Postanowiłem jednak, by po kilku latach, kiedy opadły już emocje, przynajmniej nie są tak silne, dać prawo się wypowiedzieć Mariuszowi Łapińskiemu, zwłaszcza, że on sam jest w stanie wykazać argumenty na swoją obronę. Mnie szczególnie zainteresował wątek zaangażowania czarnego PR, by go zniszczyć. Jak pisze sam: „Nie może być tak, że w czterdziestomilionowym kraju w centrum Europy, grupa interesu przeznacza środki finansowe i wynajmuje agencję lobbingową od czarnego PR-u, poprzez której działania doprowadza do odejścia konstytucyjnego Ministra.”
W uzasadnieniu pozwu przeciwko Stowarzyszeniu Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych, Mariusz Łapiński pisze: „W dniu 19.10.2001 roku zostałem powołany przez Prezydenta RP na funkcję Ministra Zdrowia. Jednym z istotnych kierunków działań w programie powstałej wówczas koalicji było uporządkowanie polityki lekowej państwa. Było to spowodowane dramatycznym, corocznym wzrostem wydatków ponoszonych przez państwo na leki refundowane oraz tym, że ceny wielu leków importowanych do Polski były jednymi z najwyższych w Europie. Działania jakie podjął resort, którym kierowałem polegał na przeprowadzeniu po raz pierwszy negocjacji cen z importerami i producentami leków. Pozwalała na to przyjęta w połowie 2001 roku Ustawa o cenach z 5 lipca 2001 roku. W wyniku przeprowadzonej w kwietniu 2002 roku nowelizacji list refundacyjnych leków doszło do obniżenia cen wielu leków głównie importowanych. Ta decyzja spowodowała znaczne zahamowanie wzrostu wydatków na leki refundowane przez system ochrony zdrowia. Jednocześnie według wyliczeń ministerstwa zdrowia obniżył przychody firm farmaceutycznych ze sprzedaży leków, głównie importowanych o około 1 mld zł w skali roku, dzięki czemu można je było wydac w innych częściach systemu opieki zdrowotnej, jak chociażby na poprawę funkcjonowania zadłużonych szpitali. Efektem był znaczny spadek zysków firm farmaceutycznych importujących leki do Polski.
Jedną z istotnych informacji dotyczących rynku farmaceutycznego jaką uzyskałem w trakcie wykonywania obowiązków Ministra Zdrowia był materiał ministerstwa finansów przygotowany dla Premiera RP odnośnie procedury obejścia prawa przez niektóre z firm importujących leki do naszego kraju, która wpłynęła do Kancelarii Premiera dnia 24.06.2002 roku. Zawierała ona dane o nieprawidłowościach występujących w obrocie refundowanymi lekami pochodzącymi z importu, polegającymi między innymi na zawyżaniu wartości celnej leków importowanych. Wyliczono zawyżoną wartośc celną na 2 954 571 tys. zł, w tym niekorzystne skutki dla kas chorych w wysokości 1 516 147 tys. zł. Ze względu na znaczne straty kas chorych jako Minister Zdrowia skierowałem tę informację do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w celu zbadania odpowiedzialności osób i firm za doprowadzenie do znacznych strat finansowych w systemie opieki zdrowotnej w Polsce. Jednocześnie podjęliśmy działania, aby wyeliminowanie tego typu omijanie prawa poprzez zmianę tzw. Ustawy o cenach, chcąc wprowadzi urzędowe hurtowe i detaliczne ceny leków. Działania mające na celu odzyskanie niesłusznie uzyskanych zysków firm importujących leki i wprowadzenie takich rozwiązań prawnych, które zapobiegłyby w przyszłości omijaniu prawa mogły spowodowa spadek przychodów tych firm sięgających według różnych szacunków kwoty od 3 do 5 mld zł.
Jako Minister Zdrowia Rządu RP swoimi działaniami mającymi ograniczy wydatki obywateli i państwa na importowane leki refundowane, zagroziłem wielkim zyskom zagranicznych firm farmaceutycznych w Polsce. Spowodowało do podjęcie przez te firmy działań mających na celu usunięcie mnie z zajmowanego stanowiska.
Przedstawicielem firm importujących przeważającą częśc leków jest Stowarzyszenie Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce, które obecnie zmieniło nazwę na Stowarzyszenie Przedstawicieli Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych. Jak zeznaje były prezes stowarzyszenia Jerzy Stęczniewski, w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie o sygnaturze Ap.II Ds 11/04 dotyczącej działań wymierzonych przeciwko b. Ministrowi Zdrowia M. Łapińskiemu przez grupę przestępczą, związaną z rynkiem farmaceutycznym ( w sprawie tej zostałem uznany za pokrzywdzonego), w stowarzyszeniu powołano grupę ds. PR. Szefem jej został Jerzy G., wiceprezes stowarzyszenia i prezes firmy „A”. W skład tej grupy wchodził także Robert P. z firmy „S”. Dla zrealizowania swoich celów stowarzyszenie wynajęło firmę C., agencję lobbingową kierowaną przez prezesa Marka M. W tej firmie segmentem farmaceutycznym zajmowała się pani Aleksandra Z.
Podejmując się działań ograniczających w znacznym stopniu zyski firm importujących leki do Polski byłem świadomy działań, które mogą by podjęte przeciwko mojej osobie. Zwróciłem się do Premiera RP Leszka Millera o ochronę kontrwywiadowczą. Spotkałem się wówczas z Szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzejem Barcikowskim i Szefem Agencji Wywiadu Zbigniewem Siemiątkowskim. Zostałem zapewniony o takiej ochronie. Szef Agencji Wywiadu informował mnie o tym, że zlecenia do atakowania mojej osoby w mediach przekazywane są z poza Polski przez firmy farmaceutyczne. Według materiałów, w tym operacyjnych posiadanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego tzw. czarny PR, mający oczerni mnie, jako Ministra Zdrowia i moich współpracowników organizowała firma CEC Government Relations pana Marka Matraszka na zlecenie Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych. Szef ABW Andrzej Barcikowski informował o tym posłów na tajnym posiedzeniu Sejmu w dniu 25.11.2003 roku. Według uzyskanych informacji niektóre firmy farmaceutyczne z wymienionego wyżej stowarzyszenia przeznaczyły znaczne kwoty pieniężne (mówi się o 10 mln) , w celu usunięcia mnie z zajmowanego stanowiska Ministra Zdrowia. Pieniądze te były wykorzystywane do tzw. czarnego PR-u prowadzonego przeciwko mojej osobie przez firmę C. Działania te w efekcie doprowadziły do odwołania mnie z funkcji Ministra Zdrowia i zablokowały wyegzekwowanie przez Polskie Państwo od firm będących w Stowarzyszeniu Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych należnych kilku miliardów zł.
Nie można wykluczy, że działalnośc ta łamała prawo i miała charakter spisku wymierzonego w konstytucyjnego Ministra Rządu Polskiego. Wskazuje na to sprawa oskarżenia przez pana Atle Flo - Prezesa firmy Merck Sharp & Dohme, szefa gabinetu politycznego ministra zdrowia Waldemara Deszczyńskiego o składanie firmie propozycji korupcyjnej. Firma MSD jest członkiem Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych, zaś jej przedstawicielka Jolanta Sabbat, odgrywającą istotną rolę w tej sprawie, występowała w imieniu stowarzyszenia, zaś wiceprezes stowarzyszenia pan Jerzy G., pracował w przeszłości w firmie MSD. Przemawiają za tym zeznania składane pod przysięgą dwóch dyrektorów firmy MSD spotykających się z panem Deszczyńskim, którzy negują składanie im propozycji korupcyjnej (sprawa w prokuraturze apelacyjnej Ap II Ds. 10/03).
Nie może byc tak, że w czterdziestomilionowym kraju w centrum Europy, grupa interesu przeznacza środki finansowe i wynajmuje agencję lobbingową od czarnego PR-u, poprzez której działania doprowadza do odejścia konstytucyjnego Ministra, który w interesie obywateli i Państwa Polskiego narusza interesy tej właśnie grupy. Działania, które podejmuję mają za cel pokazanie tego patologicznego mechanizmu, tak aby nie można go było zastosowac przeciwko innym ministrom stojącym na straży interesu publicznego.”
Transformacja polskiej wsi z perspektywy cmentarza
04-05-2006 23:53
Aktualny numer Polityki. Znakomita rozmowa Wiesława Myśliwskiego ze Zdzisławem Pietrasikiem. Na okładce jednak ani słowa o niej, za to „Co z nami zrobiły telefony komórkowe?” Kogo interesuje dzisiaj Polsce pisarz? Książka? Chyba,że jest to „Kod Da Vinci.” Wszystko się tabloizuje, nawet tygodniki opinii…
Myśliwski zwraca uwagę: „Kiedy jeżdżę na Wszystkich Świętych a groby, to zostawiam samochód na wsi, ponieważ do cmentarza nie mogę dojechać. Przestrzeń wokół cmentarza zastawiona jest samochodami. No i sam cmentarz – bogactwo. Zapada wieczór, to nad cmentarzem łuna. Ta perspektywa cmentarza jakby kwestionowała pogląd, że na wsi jest bieda. Ale jest. Swoją drogą powinien się ktoś pokusić o napisanie pracy „Transformacja polskiej wsi z perspektywy cmentarza”. Może doszedłby do jakiejś ukrytej prawdy.”
Lektura na weekend
05-05-2006 23:03
Scena z osiedlowego kiosku, w którym poza prasą jest miód, powidło i piwo. Proszę o tygodnik „Nie” i „Gazetę Polską”. – „To, wszystko?” – upewnia się sprzedawca. Potwierdzam, na co ten komentuje: - „Naprawdę jest pan ekstremalny.”
Afera, której nie będzie
06-05-2006 22:12
Zachęcony przez Witka Gadowskiego, przeczytałem jego artykuł „Milczenie Owiec” opublikowany w nowym miesięczniku „Niezależna Gazeta Polska”, który po przejęciu przez firmę King&King „Gazety Polskiej” ma przekształcić się w tygodnik. Opisuje on raport WSI, z którego wynika, że Rosjanie przy pomocy siatki wywiadowczej GRU, „chcą opanować polski przemysł energetyczny, ciężką chemię i przemysł naftowy. W dalszym etapie planują uzależnienie naszych koksowni od dostaw węgla koksującego ze Wschodu.” W każdym kraju Zachodnim od razu byłby to news wszystkich mediów, a u nas cisza, jakby to była political fiction. Nawet WSI, tajne służby, nie wydają prostującego komunikatu. Zero komentarza. Uznano, że Gadowski oszalał? Nie chcą wchodzić w polemikę z oszołomstwem? Ale przecież to poważny reporter poważnej stacji TVN. Może przynajmniej „Fakty”? Też milczą. O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego z jakieś sprawy robi się aferę, newsa, a inną przemilcza? Układ medialny? Dobry humor redaktora? Wpływ służb? I tak będzie to kolejny śledczy tekst zakopany, przemilczany. Szum informacyjny wszystko jest w stanie zagłuszyć.
Na marginesie, dziennikarstwo śledcze w Polsce dogorywa. I można się puszyć w restauracjach przy Placu Trzech Krzyży, nagradzać, ale taka jest naga prawda. Czy ktoś słyszał o tym by przez pół roku, rok, redakcja opłacała jakiegokolwiek dziennikarza, pokrywała wszystkie koszty by powstał jeden tekst śledczy lub reportaż telewizyjny?
Zmarła ostatnia pasażerka Titanica
07-05-2006 22:59
PAP donosi, że w wieku 99 lat zmarła w swym domu w Worcester w stanie Massachusetts Szwedka z pochodzenia Lillian Gertrud Asplund, ostatnia amerykańska i prawdopodobnie ostatnia na świecie pasażerka Titanica.
Trzeci palec
08-05-2006 00:20
Leszek Możdżer napisał na swojej oficjalnej stronie, dając się porwać gorączce politycznej: „Trzeci palec najdłuższym palcem w historii IV RP. Z porównań, analiz doniesień prasowych oraz obserwacji własnych rąk, wyraźnie wynika, iż palec trzeci, będący w samym centrum arytmetycznego podziału dłoni, jest bez żadnych wątpliwości palcem najdłuższym. Dziękujemy!”
Po przeczytaniu, wysłałem Leszkowi sms-a: „Widzę, że politykujesz. Pchnij fortepian pod Belweder i zagraj… No, właśnie co?” Po chwili odpowiedź: „ Jakieś ludowe piosenki może?”-odparł. „A rewolucja?”-pytam. „A takie tam, gadaliśmy o tym, że ZAIKS nie ma konkurencji i dlatego świadczy usługi na niskim poziomie”.
Smsowe wezwanie do bojkotu
08-05-2006 10:57
Otrzymałem smsa, który rozesłany został wśród dziennikarzy, z prośbą o przekazanie dalej. Doskonale oddaje panujące nastroje wśród ludzi mediów: „Dziennikarze! Bojkotujcie Leppera i Giertycha. Odmawiajcie relacjonowania ich wystąpień i konferencji. Nie dopuszczajcie przed kamery i mikrofony. Nie cytujcie w prasie. Unikajcie tytułowania ich ministrem i wicepremierem. Ratujcie godność Rzeczpospolitej.”
Tolerancja po polsku
09-05-2006 00:12
Henryk Ubaka, jak podała kilka dni temu Gazeta Wyborcza od 12 lat ma ten sam problem. „Nie dość, że znieważają go na służbie, to nikt nie wierzy, że jest policjantem. (…) Nie ma dnia, by ktoś nie nazwał go czarnuchem albo brudasem”. Wspomina jedno z pierwszych doświadczeń z pracy w policji - „Przyjmowałem zgłoszenia o przestępstwie. Następny w kolejce był starszy pan. Kiedy mnie zobaczył, zrezygnował. Bo nie po to walczył o wolną Polskę, żeby w policji służył Murzyn.”
Klika godzin na Woronicza
09-05-2006 00:26
Spędziłem kilka godzin na Woronicza 17. Paraliż, który zamienia się w degrengoladę z przekonaniem, że będzie jeszcze gorzej. Zastanawiam się, czy komuś zależy na tym, by TVP naprawdę była silną telewizją publiczną? Mogą sobie w ostatnim Wprost dziennikarze stacji komercyjnych mówić, że tylko u nich jest niezależność, ale to bzdura. W TVN i Polsat jest tak samo cenzura, czasami gorsza niż w TVP, bo bezkarna. Żadne media nie chcą o tym wspominać. Nikt z tego nie zrobi newsa, afery.
Były poseł Nowak straszy sądem
10-05-2006 09:51
Były poseł Zbigniew Nowak, ten od najdłużej głodówki w dziejach Sejmu RP, straszy mnie sądem, na kilkanaście godzin przed dzisiejszym programem przesłał mi e-maila. Pisownia oryginalna: „Szanowny Panie Latkowski! Informuje Pana, iz to ja doprowadziłem moim zbieraniem informacji o "grach losowych" oraz zawiadmieniem, w oparciu, o ktore zostało wszczete prowadzone do dziś w PA w Gdansku śledztwo. Gydby nie moja inicjatywa, nie było by "afery z jednorekimi bandydami i posełem Jaskierną". Dalej informuje pana, iż to ja zainspirowałem wszystkie trzy tytuly prasowe,
Nadto to ja na bieząco przekazywałem im informacje.
Rozumiem, ze nie w smak panu moj udział w jutrzejszym programie, nie nalegam też na to aby wziać w nim udział, ale szczytem braku rzetelnosci dziennkiarskiej jest nie nawiazanie z moja osobą kontaktu, szczegolnie wtedy, gdy o ontekscie mojej osoby mowił panu red. Rybak. Krotko mówiąc kradnie pan cudzy temat oraz wykazuje daleko idacą nierzetelność.
Po analizie jutrzejszego programu zastrzegamn sobie prawo złożenia pozwu w trybie konstytucjnego zakazu cenzury.
Na koniec - moze pan powiedzieć, dalczego jako osoba, ktora ujawniła i doprowadziła do naglosnienia całej sprawy nie zostałem zaproszony do udzialu w programie? Nie musi pan mnie zapraszać, ale nie moze pan stosować cenzury
pozdrawiam
Zbigniew NOWAK
-----Original Message-----
From:raportnowaka [mailto:info@raportnowaka.pl]
Sent: Wednesday, May 10, 2006 8:06 PM
To: latkowski@latkowski.com
Subject: prośba o udzielenie odpowiedzi”
Zobacz także
Centralne Biuro Śledcze powstało piętnastego kwietnia 2000 roku rozkazem komendanta głównego policji z dwudziestego dziewiątego lutego. Rozbicie gangu pruszkowskiego było pierwszą poważną akcją nowej formacji – niejako chrztem bojowym.
Co nowego w 2012 roku?
Córka na dzień dobry mówi: „Tato, narysowałam dla ciebie imieninowy rysunek” i podsuwa rękę z tabletem, na którego ekranie jest serce i cała reszta jaka powinna być. No cóż, takie czasy.
Podsumowując stary rok, nie mogę narzekać. Udało się wydać „Polską mafie” i dobrnąć do brzegu z filmem „Ostatnia Wieczerza”.
Plany na Nowy Rok. Wyjdą trzy moje książki, jedna pisana z Piotrem Pytlakowskim (wkrótce więcej informacji, wydawcą jest Czarna Owca), druga - to czarny kryminał zatytułowany „Czarny styczeń” (Kto pamięta jeszcze Raymonda Chandlera? Wydawcą jest Świat Książki), trzecia to „Człowiek z Lasu. Polska lokalna”, towarzyszyć jej będzie filmu dokumentalny o tym samym tytule.
"Ostatnią Wieczerze" Macieja Świeszewskiego w Brukseli uzupełniały inspirowane obrazem książki i film.
Co tak drapie w duszy Krzysztofa Zanussiego, by chcieć wejść w psychikę, naturę dzieci, w związki, które na szczęście dzisiaj są zakazane? Czy pociąga go przyjemność pracy jaką będzie miał reżyser na planie filmowym „Jadwigi”, twórc